James Cook - Kołobrzeg rejsy wędkarskie

Kołobrzeg - rejsy morskie, wędkarskie, na Bornholm

 

- Relacje z rejsów -

Jeśli odbyłeś/aś rejs statkiem JAMES COOK, będzie nam niezmiernie miło jeśli opiszesz swoje wrażenia i przygody i wyślesz do nas.  Postaramy się je opublikować na naszej stronie internetowej jako zachęta dla przyszłych wilków morskich. Dziękujemy wszystkim, którzy już opisali swoje przygody z nami.

Prześlij swoją relacje >> 

51) Piotr (Ostrowiec Świętokrzyski)
14 marca 2017r.
Witam kolegów wędkarzy. Chciałbym w tym miejscu podziękować za wspaniale spędzony czas na jednostce James Cook w sobote 11.03.2017. Mimo że połowy nie były z tych "rekordowych" ale rejs jako całość był super. Załoga bardzo "normalna" można pogadać, ja miło wspominam wymiane doswiadczen z chef cookiem i zdradzenie kilku tajników kuchni :) Kapitan robił co mógł aby zadowolić wędkarzy a nawet płynął tam gdzie koledzy z doświadczeniem poprosili. Super towarzystwo, koledzy z Goleniowa, Ciechanowa, Świnoujścia, Ostrowca Sw, fajne żarty, kawały, i okazywanie solidarności w zaczepach i zerwanych zestawach " oj jak mi przykro " będę zawsze pamiętał....LOL. Dziękuję, pozdrawiam wszystkich z rejsu, Armatora, który zabrał mnie "za 5 12ta", załogę i kolegów. Mam nadzieje że do spotkania. Piotr sp7moc.
50) Wojtek (Goleniów)
12 marca 2017r.
lrejs 11.03.2017r. Kierunek 3 kamienie / okolica stacji pogodowej / POLECAM, POLECAM, POLECAM, Super Ekipa, bardzo dobry Szyper - dbał o wędkarzy, pomagał na łowisku, pokazywał swoje miejsce pracy, BRAWO TY, mechanik i kucharz BARDZO NORMALNI, śniadanie takie, że nie szło zjeść tyle tego, a i gulaszowa a powrocie znakomita :) System rurek doprowadzał na bieżąco wodę do kasterek i zapewniał świeżość naszym połowom. Ryby jak to ryby raz są a raz ich niema ale my z bananami na twarzach wracaliśmy do domu. Na koniec BRAWO dla Pana Armatora za załogę, statek i ryby, BRAWO JAMES COOK. Jeszcze raz polecam:)
49) ??? (Głogów)
08 grudnia 2016r.
Witam kolegów wędkarzy. Chciałbym w tym miejscu podziękować za wspaniale spędzony czas na jednostce James Cook w sobote 11.03.2017. Mimo że połowy nie były z tych "rekordowych" ale rejs jako całość był super. Załoga bardzo "normalna" można pogadać, ja miło wspominam wymiane doswiadczen z chef cookiem i zdradzenie kilku tajników kuchni :) Kapitan robił co mógł aby zadowolić wędkarzy a nawet płynął tam gdzie koledzy z doświadczeniem poprosili. Super towarzystwo, koledzy z Goleniowa, Ciechanowa, Świnoujścia, Ostrowca Sw, fajne żarty, kawały, i okazywanie solidarności w zaczepach i zerwanych zestawach " oj jak mi przykro " będę zawsze pamiętał....LOL. Dziękuję, pozdrawiam wszystkich z rejsu, Armatora, który zabrał mnie "za 5 12ta", załogę i kolegów. Mam nadzieje że do spotkania. Piotr sp7moc.
48) ??? (Skarszewy)
12 kwietnia 2015r.
rejz z 8.04 do 10.04.2016r na bornholm,pogoda dopisala,ale z rybami cienko,od 7 szt do 20 szt przez dwa dni na jednego,i to ledwo ponad wymiar,zaloga super ,polecam.
47) ??? (Pieszyce)
4 kwietnia 2015r.
rejs 1 kwietnia Ryba na 4 z plusem Załoga na 5 Tylko pogoda spłatała figla pozdrowienia dla Szypra Mietka i całej załogi do zobaczenia we wrześniu
46) Kazik i Darek (Warszawa)
21 października 2015r.
10.09.2015 roku. Wypłynęliśmy z załogą kutra James Cook po raz pierwszy, wcześniej wypływaliśmy innymi kutrami. Już na etapie umawiania się na rejs spotkaliśmy się z bardzo miłym podejściem ze strony Właściciela kutra oraz Szypra Mietka. Rzadko się zdarza, że Właściciel podejmuje decyzję o wypłynięciu , mimo braku kompletu wędkarzy (było nas tylko sześciu). Rejs nie został odwołany, bowiem dla Właściciela "słowo jest ważniejsze od pieniędzy" - zachowanie godne szacunku !!! Pogoda dopisała. Szyper Miecio robił wszystko, abyśmy połowy mieli obfite, napływał na łowiska nienagannie. Dzięki niemu wróciliśmy z połowu bardzo zadowoleni. Wyprawa super. Załoga na 6+ !!!. Szczerze polecamy tę jednostkę i załogę. Nie możemy się doczekać następnego rejsu. Serdecznie pozdrawiamy.
45) Chłopaki z Bolesławca (Bolesławiec)
11 Września 2015r
Byliśmy 10/09/2015r. Pogoda dopisała,rybka również. Załoga godna polecenia ,pomocna w każdej chwili. Polecamy tą jednostkę !!! Byliśmy pierwszy raz i to na pewno nie ostatni !!! Nie zapomniane wrażenia !!! Wrócimy na James Cook !!!
44) Robert ( Szczecinek )
5 Sierpnia 2015r.
Byłem 02.08.2015 niedziela. Rybki nie za dużo ale zabawa była. Załoga jak zwykle na 6'.polecam Cooka!
43) Adrian ( Lipiany )
1 Marca 2015r.
No co mam napisać?!! Pogody nie chwalimy, nie gwiżdżemy na pokładzie :)). A poza tym załoga profesjonalna, szyper ma sonar w głowie, ryba dopisała, żarcie obłędne i do bólu . Następnym razem też z Wami. Pewnie też na Bornholm. Dziękujemy !!!!!!! LEŚNICY
42) Robert ( Szczecinek )
16 lutego 2015r.
14.lutu 2015 . Ponownie bylem na wyprawie wedkarskiej na Cooku. Nic się nie zmieniło. Obsługa na 6, pogoda wymarzona. Ryba dopisała. Szczerze polecam tą jednostkę. Dziękuję.
41) Generał i spółka ( Bielawa )
26 stycznia 2015r.
6.05 i 23.05 Wypływaliśmy na dorsza. Szyper mistrzostwo świata , kucharz również , mechanik biegał i był bardzo pomocny. Ryba dopisała . Wszyscy poprawili swoje rekordy życiowe . Poooolecam gorąco i już montujemy ekipe na następny rejs! Pozdrawiam serdeczenie wraz z całą drużyną z Bielawy.
40) Robert ( Szczecinek )
19 Stycznia 2015r.
18 stycznia 2015 poprostu nie bralo. Szyper robil wszystko aby bylo.Ale najwazniejsze jest podejscie do nas wedkarzy. tym mnie ujeli. mozesz sie zamusztrowac juz dzien wczesniej. a to plus. a na lowisku pelen szacunek----i kawa herbata do woli.Sniadanie do wyboru kilka wedlin,serek. nikt nie byl glodny.Na zjezdzie z lowiska suuuuper flaczki z duuzej miseczki. kucharz pierwsza liga. mechanik co jakis czas biegal i patroszyl rybki. Powiem tak; po prostu dbali o nas. Czulismy sie na Cooku na luzie. POLECAM.
39) Andrzej ( Grzmiąca )
19 Stycznia 2015r.
Byłem na połowach w niedzielę 18.stycznia 2015r. na Jamesie Cook-u. I może wędkarsko nie było najlepiej ale sama jednostka a szczególnie jej załoga - REWELACJA .SZyper naprawdę szuka ryby, mechanik we wszystkim pomocny a kucharz Edek mistrzostwo świata.Zdziwiony byłem gdy o 9. zaprosił na śniadanie(bardzo dobre i bogate)bo pomyślałem, że trochę wcześnie karmią (mowa o 1. posiłku)ale nie mniej zdziwiony gdy o14. podał pyszne flaki. Kawa , herbata bez ograniczeń + ciastka.Tak trzymać,Brawo! polecam z czystym sumieniem. A po przypłynięciu do portu, od właściciela wszyscy otrzymaliśmy prezent. Wszystkiego najlepszego. Dziękujemy. Andrzej.
38) ??? (Stara Wieś, Otwock, Warszawa )
26 Maja 2014r.
Ubiegły tydzień - wypad na 2 dniowy rejs Jamesem Cookiem za wyspę. Impreza jak zwykle przednia. Ryba dopisała, a w przyłowie miałem i gładzicę i czerniaka. Oczywiście załoga na 5+ ( kto pływał tą jednostka to swoje wie). Mam jeszcze 2 terminy na ten rok i już nie mogę się doczekać.
37) Andrzej (Gdynia)
26 Maja 2014r.
Pierwszy raz na jachcie i chciałbym (piszę też w imieniu Kolegów z Warszawy i Niemiec)aby nie ostatni. Wszystkie wpisy wychwalające Jasia, Edzia i Krzyśka sprawdziły się w 100 %. Musimy to powtórzyć. POZDRAWIAMY WAS SERDECZNIE DO ZOBACZENIA.
36) Sebastian (Poznań)
12 Października 2012r.
Kolejny już raz kolega ''FOKA''zorganizował wypad do Kołobrzegu na James Cook .Wyprawa na wyspy 1-2 październik. Szyper Jasiu spisał się jak zwykle na medal.Kuchnia Edka rewelacyjna. Filety z pod ręki Krzyśka w zmrażarce. Ryb było wystarczająco, pogoda wspaniała poza silnym wiatrem , ale co tam dla "wilków morskich z Poznania". Pozdrowienia dla uczestników wyprawy , załogi i armatora.
35) Radek (Gorzów Wlkp.)
21 Maja 2012r.
Dnia 16 maja 2012 wraz z kolegami byliśmy na jednodniowym rejsie i muszę powiedzieć, że tak napuchniętych bicepsów od wyciągania ryb dawno nie miałem. Nawet nowicjusze pomimo braku doświadczenia nieźle sobie połowili. Jedzenie od pana Edka jest podawane w takich ilościach, i jest tak dobre, że po skończonym rejsie co niektórzy mieli problem z zapakowaniem się do samochodów. Generalnie cała załoga to 100 % profesjonalizm. Gorąco polecam !!! Świetna przygoda !!.
34) Sławek (Poznań)
11 Maja 2012r.
Byliśmy na wyprawie na Borholm od 07.05.2012r. do 08.05.2012r. bardzo wygodna jednostka, profesjonalna załoga, ryby dopisały nawet tym którzy byli pierwszy raz. Jedzenie pana Edka było super a szyper Jasiu napływa rewelacyjnie. Jednym słowem mówiąc, jednostka James Cook jest godna polecenia i sprosta każdym wymaganiom. Pozdrawiam.
33) Paweł (Poznań)
10 Maja 2012r.
Witam serdecznie wszystkie wilki morskie! Ostatnio byłem na Bornholmie 7-8 maja 2012 r. razem z moimi kolegami.Połowy dość dobre.Nowy szyper super.Kuchnia Edka jak zwykle wspaniała a "dwójki" Krzysia rewelacyjne. Już niedługo ruszam w kolejny rejs bo jeżeli ma być udana wyprawa to tylko z Jamesem Cookiem. Pozdrowienia dla Armatora i całej załogi! Ahoj!
32) Artur (Piła)
21 Września 2011r.
Płynąłem tym kutrem na Bornholm 21.08.2011r. Bardzo fajna i wygodna jednostka,miła i profesjonalna załoga która jeśli jest taka potrzeba zawsze pomoże i doradzi(rewelacyjna kuchnia Edka) Wrażenia z rejsu "SUPER" polecam wszystkim i do zobaczenia na morzu.
31) Dariusz (Zebrzydowice)
23 Czerwca 2011r.
Byłem na wyprawie na Bornholm w kwietniu ,wszyscy zadowoleni nawet Ci którzy byli pierwszy raz tak jak ja chociaż byli struci po dwukrotnie wódką i chorobą morską i dla mnie też się rybki znalazły JAMES COOK to zajefajny jacht do tego typu wypraw obsługa ok żarło spoko no i obsługa debeściarze wiedzą gdzie ,no i jak dac tego czego się od nich potrzebuje pozdrawiam obsługę i zapraszam wszystkich chętnych do wzięcia w połowach na jednosce James Cook za parę dni czyli od 29 06 2011 zaś się spotkam na połowach na Bornholm oczywiście na tej samej jednostce AHOJ do zobaczenia !!!!!!!!!!!
30) Andrzej (Strzelce Opolskie)
23 Maja 2011r.
Borholm 14/15 maj 2011rok. popłyneliśmy na wyprawę w 11 osób.pierwszy dzień rewelacja każdy z wędkarzy około 40-60 sztuk na osobę. Padały dublety i trójki. Było dużo ładnych okazów rekordowe powyżej 90cm. Drugi dzień nie był już taki rewelacyjny jak pierwszy. mimo to wszyscy byli zadowoleni z wyprawy. Obsługa miła ,profesionalna.polecam!!! Pozdrowienia i do zobaczenia.
29) Janusz (Kłodawa)
6 Maja 2011r.
Witam wszystkich miłośników morskiego wędkowania,byłem z grupą moich kolegów na wyprawie jachtem JAMES COOK w dniach 4i5 maja.Wrażenia z rejsu niesamowite rybki dopisały,humory też.Podziękowania dla kapitana Lecha za przedłużenie rejsu /bez żadnej dopłaty/ uznanie dla kunsztu Edzia i za jego profesjonalizm, a w szczególności za wspaniałe kotlety z dorsza.Dzięki Rysiowi za pokazanie serduszka jachtu a w ogóle to wspaniała załoga trzeba to przeżyć samemu .Polecam ten jacht. Do zobaczenia we wrześniu.
28) Grzesiek (Cieszyn)
30 Marca 2011r.
Witam wszystkich,w dniach 26-28 marca 2011r.mogłem kolejny raz uczestniczyć w wyprawie na kutrze "JAMES COOK". Oczywiście po raz drugi było po prostu zajefajnie, super załoga która pomaga "niesfornym" wędkarzom :-)... Profesjonalne przygotowanie do wyprawy. Pozdrawia armatora, szypra, kucharza, mechanika oraz wszystkich kolegów. DZIĘKUJĘ WAM i do następnego razu. Polecam ten kuter z tą załogą,jest super.
27) ...(...)
17 Stycznia 2011r.
Bylem na rejsie w dniu 16.o1.2011 ryb zero ale to nie znaczy ze w naszym cudownym Baltyku nie ma ryb po prostu szyper jest beznadziejny i jedynym wyjsciem z tej sytuacji jest zmiana osoby za sterami . Uwazam jednak ze jednostka nalezy do tzw S klasy wielkie uznanie i wielkie podziekowania naleza sie kucharzowi Edziowi i mechanikowi rewelacyjni ludzie a musze zaznaczyc ze na tej jednostce nie bylem pierwszy raz !!! Pozdrawiam serdecznie !!!
26) Mariusz (Jastrzebie Zdrój)
8 Sierpnia 2010r
Borcholm 3-6.09.2010 Byłem już na kilku wyprawach dorszowych,jednak czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.Leszek super szyper,uśmiechnięty Rysiu i Edek wspaniały kucharz (smaku tatara nie zapomnę). Jacht doskonale przystosowany do tego typu wypraw. Pozdrawiam i do szybkiego zobaczenia. /Mariusz/
25) Marek (Jastrzebie Zdrój)
7 Sierpnia 2010r.
Wyprawa na dorsze wspaniała. Szyper i załoga bardzo fajni ludzie. Atmosfera na kutrze jak w domu. Jedzenie jakie tam serwują, mogą pozazdrościć niejedni kucharze. Polecam ten kuter nie zawiedziecie się. Pozdrawiam. /Marek/
24) Zygmunt (Zabrze)
7 Września 2010r.
To już moja piąta wyprawa tym jachtem. Tym razem 3 dni wokoło wyspy Borholm. Wspaniała przygoda a i rybki dopisały. Wielkie podziękowania dla kadry: Lecha, Rysia, Edka, za stworzenie nam niesamowitej atmosfery. Pozdrowienia i do zobaczenia na wyprawach w 2011. /Zygmunt/
23) Josef (Aschaffenburg)
7 Sierpnia 2010r.
Bylismy w trzeh 2.08,2010 na dwu dniowej raizie rybackiej i schwytalizmy w pierwszy dzien 86 Dorszy,naiwiekszy mial prawie 6 kg i bylo bardzo fainie bardzo dobra zaloga co sie zna i wie gdzie so ryby a nie robia wycieczki po morzu jak inni.Bylizmy na kutrze 9-osob i chwycilizmy razem po 2- dniach ponad 500 dorszy. pozdrawiam. Josef: Marzeli, Heinrich.
22) Michał Kiziński (???)
16 Lipca 2010r.
III Memoriał Rynia Cecota Kołobrzeg - Nexo 18-19 czerwca 2010 Już po raz trzeci zebraliśmy się aby uczcić pamięć naszego wujka, szwagra, kuzyna, kolegi Rynia. Tym razem w szranki zawodów stanęło aż 25 zawodników na dwóch jednostkach m/w James Cook oraz m/y Pelican. Prognozy pogody były przychylne miało wiać max 3-4 B i być słonecznie i ciepło. Zanim zajęliśmy się przygotowywaniem do wędkowaniem koledzy po kiju zrobili organizatorom bardzo miłą niespodziankę - naszykowali pamiątkowe puchary oraz prezenty w postaci pilkerów na szczęście. Wyszliśmy w morze zgodnie z planem 18 czerwca godzina 00:00, na Jamesie Cooku - 10 osób. Mieliśmy przed sobą kilka godzin do pierwszego napłynięcia na łowisko i większość postanowiła przeznaczyć ten czas na odpoczynek. Około 05:30 pierwsze wędki powędrowały do wody a także na pokładzie pojawiły się pierwsze dorsze. Niestety wraz z upływem czasu zaczął tężeć wiatr co niektórzy zawodnicy odczuli boleśnie na własnym błędniku i żołądku a nawet zmuszeni byli zaniechać wędkowania ;) W międzyczasie pyszne śniadanko przygotował Edek – kuk na Jamesie i zarządził przerwę w połowach. Skoro już mowa o naszej wspaniałej załodze to trzeba uznać ją za doskonałą. Szyper bardzo dobrze i sprawiedliwie (raz jedną a raz drugą burtą na wiatr) napływał na kolejne łowiska, kuk wspaniale gotował i dbał o ciepłe i zimne napoje dla łowiących. James Cook to bardzo wygodna jednostka idealna na takie dwu i więcej dniowe wędkowanie. Po śniadaniu ze zdwojoną energią zabraliśmy się za wyciąganie kolejnych ryb. Niektóre skrzynki zapełniały się w naprawdę bardzo dobrym tempie. Rekordziści mieli po kilkadziesiąt sztuk na koncie ! W tzw. międzyczasie Edziu zaserwował zupę. Po posiłku dalsze wędkowanie i około 17-tej wchodzimy do portu w Nexo. Przed kolacją mamy trochę czasu na obejrzenie miasteczka oraz małe uzupełnienie zapasów oraz pamiątek w sklepie w którym można zapłacić złotówkami oraz porozumieć się po polsku. Po powrocie do portu Edziu zaserwował kolejne specjały kuchni, a później … nocne Polaków rozmowy. W drogę powrotną udaliśmy się o 4 rano a wędkowanie zaczęliśmy już około 6 niedaleko wyspy. Niestety dorsze znacznie gorzej współpracowały niż poprzedniego dnia choć najlepsi i tak dobrze połapali. Niestety nie trafiliśmy na brania dużych sztuk więc następnym razem zamawiamy te duże ;) W tym dniu nieźle wiało aż do 6B wiec niektórzy koledzy odpadli z rywalizacji. Na szczęście było ciepło i nie padało więc pogoda dopisała a kolejne kulinarne atrakcje serwował nam kuk. W Kołobrzegu przy kei stanęliśmy około 17 i … 2h oczekiwaliśmy na Pelicana który gdzieś zawieruszył się na morzu. Jak tylko komisja sędziowska otrzymała wyniki połowów z drugiej naszej jednostki sprawnie podała wyniki naszych dwudniowych zmagań. Zwycięzcą III Memoriału Rynia Cecota został kolega Michał Sońta z bardzo dobrym wynikiem 57 szt. Gratulacje !!!!!! Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy a szyper tradycyjnie pamiątkowy puchar. Na kutrze złapaliśmy w 10 osób ponad 300 dorszy! Opisał i przeżył: /Michał Kiziński/
21) Tomasz (Jelenia Góra)
16 Października 2009r.
Dziękujemy za wyprawę a oto nasza relacja: ( LINK )
20) Wiesław (Kamień)
15 Sierpnia 2009r.
Godzina 00.00, niedziela 26 lipca, wyplywamy w pełne morze, lekka bryza ochładzała nasze rozentuzjazmowane ciała. 8-osobowa grupa ludzi, którzy chcą poczuć dreszcz emocji na swojej skórze. Po około 5. godzinach dopłynęlismy na pierwsze łowisko, po kilkunastu minutach możemy usłyszeć pierwsze okrzyki radości. Złowiona! Pogoda sprzyja połowom, ja sam w poczatkowej fazie liczyłem na wieksze połowy, jednak nie daje za wygraną jak i pozostali. Łowimy, nie poddajemy sie, w skrzynkach lądują kolejne sztuki, na twarzach wedkarzy widać uśmiechy, sa jednak i przygnebieni jednak jeszcze wszystko przed nami. Mijają minuty, w końcu godziny, około 16 dopływamy na Bornholm, krótkie zapoznanie się z wyspą i miejscowymi przysmakami ( %%% ). Oczekiwanie na drogę powrotną tylko wzmocniło naszą ochotę na większe połowy. Wypłynęliśmy w morze, Neptun nam sprzyjał. Od 5 do 11 byliśmy na łowisku i tu zdarzył się ponad 9-kilogramowy dorsz, nie chwaląc się mój. Koledzy jednak nie pozostawali mi dłużni i moją wagę nadrabiali ilością. W końcu jednak mimo dostatku ryb zaczęło nam brakować sił do połowu. Wracaliśmy do portu zmęczeni ale bardzo zadowoleni z siebie, zawsze mogło być gorzej. Około 17 dopłynęliśmy. O tej wyprawie można by było pisać godzinami jednak to nie jest tak proste a jednak nie dysponuje tak duża ilością czasu jak bym chciał. Chciałbym z tego miejsca podziękować świetnej załodze za smaczne posiłki, cieple napoje, które były serwowane non stop oraz świetnej ekipie, z która można było bez problemu się porozumieć. Naprawdę polecam James'a Cook'a do tego typu wypraw, gdyż był to mój kolejny tego typu rejs a jeszcze nigdy nie byłem tak usatysfakcjonowany jak teraz. Teraz jestem w trakcie motania ekipy i najprawdopodobniej w niedługim czasie ponownie zawitamy na pokladzie James'a Cook'a. Pozdrawiam :) /Wiesław/
19) Adam (Skarżysko-Kamienna)
21 Lipca 2009r
Borcholm 29-30 czerwiec 2009. Ze Skarżyska wyjeżdżamy 28 w niedzielęw 9 osób dwoma samochodami, imieniny Irka oczywiście życzenia dużej ryby-szkoda Sławka jest kierowcą. Pierwszy dzień brania od samego początku, szyper wyciąga 13-tkę, Irek go przebija 17,5 kg 125 cm, życzenia się spełniły, reszta też nie źle 4-6 kg po kilka sztuk ręce zaczynają boleć. Załoga Leszek, Edek i Rysiu wspaniali mili ludzie. Drugi dzień początkowo nieciekawie, ok 8-smej zaczynają brać, Waldek ma 9,5 kg. Wracamy wszyscy zadowoleni, umawiamy z Mundkiem na następny rejs 05.11 - imieniny Sławka - ciekawe czy przebije Irka. /Adam /.
18) Kevin Goovaerts (Belgia)
26 Czerwca 2009r.
Byłem na rejsie wędkarskim . Było super. Załoga była bardzo wporzo. Polecam dla każdego wędkarza i nie tylko wędkarzy, bo naprawdę warto spróbować na tej jednostce! Jestem bardzo zadowolony z tego rejsu, a byłem już na wielu innych w wielu miejscach. Pozdrawiam ! /kevin goovaerts /.
17) Mirek (Kielce)
24 Czerwca 2009r.
II Memoriał im. Rynia Cecota Kołobrzeg - Bornholm 15.06.2009 r. ...Był październik - 2007 r. I zabrakło Go. Odszedł i już z nami nie łowi, nie jeździ, nie śmieje się. Ale nie zapomnieliśmy o Nim. Jest zawsze z nami, na kutrze. Ryniu - pamiętamy o Tobie. ... Tym razem zebraliśmy się w 12 osób o godz. 22.00 14 czerwca w Kołobrzeskim porcie, aby ponownie wystartować w zawodach i pamiętać o tym, którego z nami nie ma. Trafiła się również inna okazja. Po raz pierwszy zorganizowaliśmy Morskie Mistrzostwa naszego koła. Przygotowania do rejsu rozpoczynamy w październiku 2008 r. Zapada decyzja, że będzie to Bornholm - duńska wyspa (był to pomysł Darka i Zbyszka). Studiujemy Internet, listy dyskusyjne, pytamy się znajomych, którzy pływali w te rejony. Spośród wielu ofert typujemy jacht p. Edmunda Smolińskiego. Dzwonimy do niego do Kołobrzegu i okazuje się, że pierwszy wolny termin zahaczający o weekend to 14-15 czerwiec 2009r. Zazwyczaj wypływaliśmy w maju ale z braku innych terminów ustalamy, że ten też będzie dobry. W czerwcu zazwyczaj pogoda była ładna więc myślimy, że nie będzie problemów. Nauczeni poprzednimi wyprawami zbieramy 12 chętnych - kto pierwszy ten lepszy - i każdy wpłaca zaliczkę. Kto wpłaci, ten płynie. Na tydzień przed wypłynięciem sprawdzamy pogodę. Zmienia się codziennie. Raz wychodzi, że wypłyniemy, na drugi dzień portale podają, że wiatr będzie za duży. Narasta niepewność. Ponad pół roku przygotowań może pójść na marne. Puchary i nagrody czekają, a szanse na wypłyniecie były coraz mniejsze. Pula nagród w tym roku osiągnęła kwotę 1000 zł, więc byłoby o co walczyć. Wstępnie był zarezerwowany 2 dniowy rejs z noclegiem w Duńskim Nexo. Niestety sobotni wyjazd zostaje odwołany. Wiatr osiągał prędkość 7-8 w skali Beauforta. Nie ma możliwości przełożenia wyjazdu na inny termin dwudniowy. Armator ma zajęty każdy dzień. Dostajemy informację, że na 90% wypłyniemy w niedzielę w nocy ale tylko na jedną dobę, nie na dwie. Musimy podjąć szybką decyzję czy zgadzamy się na taki wariant. W końcu koszt wyprawy nie jest mały, ponad 600 km trzeba przejechać samochodem, noclegi, wyżywienie. Jednak dla nas każda okazja aby wypłynąć w morze jest dobra. Jednogłośnie głosujemy za wyjazdem. W niedzielę o godz. 8.00 ruszamy w kierunku Kołobrzegu do którego dojeżdżamy ok godz. 19.00. Po wejściu na pokład od razu przystępujemy do składania zestawów aby rano być w pełni przygotowanym do rywalizacji. Zawodników jest 12, stanowisk 22, rozrysowuję stanowiska i dzielę je na mniej więcej równe części co nie było takie łatwe i rozpoczynamy losowanie, po którym wszyscy udają się na swoje wylosowane miejsca. Równo o północy statek wychodzi z portu w 17-to godzinny rejs w okolice wyspy Bornholm. Pogoda zapowiadała się wyśmienicie - słońce, wiatr 3-4 w skali Beauforta. Nikt nie przewidywał, że Neptun może być niespokojny tego dnia. Ulokowani w wygodnych kajutach idziemy spać. Na pierwsze łowisko dopływamy po prawie 6-ciu godzinach. Szyper dał jeden sygnał co oznaczało, że rozpoczynamy rywalizację. Z prognoz wynikało że wiatr będzie wiał maksymalnie z siłą 4 Bft, jednak jak to z prognozami bywa nie sprawdziła się. Siła wiatru doszła do 6 Bft, co skutkowało eliminacją kilku zawodników z łowienia. Oczywiście, każdy mówił, że nic się nie dzieje, ale zdjęć z rybami i z łowienia nie ma, poza jednostkowymi jakie udało się zrobić. Nawet sam jak pomyślałem, że mam zejść po aparat pod pokład to mi się coś robiło. Po pierwszym napłynięciu padają pierwsze ryby. Założyłem pilkera stukającego Adasia 230g i rozpoczynam łowienie. Niestety mam zero. Postanawiam założyć przywieszki. Stawiam na czerwony kolor. Jednak jest jeszcze gorzej. Przywieszki stawiają zbyt duży opór i zestaw schodzi na dno bardzo długo. Cięższych Adasi nie mam. Co robić? Szybkim ruchem zdejmuję przywieszki i ponownie wrzucam do wody samego pilkera. Zaczynam łowić! W każdym napłynięciu wyciągam min 3 szt. a i zdarzało się więcej. Jeszcze więcej ryb spada podczas pierwszych metrów holu. Prawdopodobnie ryby atakują przynęty przyduszając ją do dna i dlatego zahaczają się o delikatne brzuchy co skutkuje słabym zacięciem. Tracę rachubę i nie liczę już ile złowiłem ryb, skupiam się tylko na łowieniu. Podczas jednego z napłynięć trafiają się naprawdę wielkie dorsze. Widać jak po widowiskowym braniu wielka ryba szarpie wędką. Po chwili następuje przymurowanie i nie ma możliwości oderwania ryby od dna. Wszyscy przegrywają walkę z rybą. Nikomu nie udaje sie wyciągnąć kolosa a widziałem co najmniej ze trzy takie akcje na mojej burcie. Albo nie wytrzymuje sprzęt, albo ryba wchodzi w zaczep i trzeba rwać. Wielka szkoda. Po kliku godzinach łowienia daje o sobie znać kondycja. Nie wytrzymują moje ręce. Muszę odpocząć w mesie. Ból jest nie do zniesienia. Całe szczęście, że po krótkim odpoczynku wszystko wraca do normy i mogę łowić dalej. Z mojego doświadczenia wnioskuję, że ten rejs był najlepszym rejsem na jakim byłem. Kuchnia (posiłki były w cenie rejsu) wyśmienita - pozdrowienia dla Artura. Kiełbaskę na śniadanie połykam w jednym oka mgnieniu - pychotka. Grochówka na obiad palce lizać. Myślałem, że nie dam rady nic zjeść tak bujało, jednak zapach zupki jaki wydobywał się z mesy przezwyciężył wszystko. A manewry szypra to po prostu majstersztyk. Napłynięcia na ławice trwały po ponad 30 minut albo i dłużej i dorsze brały jeden za drugim. I to raz na jedną burtę raz na drugą, tak aby było sprawiedliwie co rzadko jest spotykane na innych jednostkach. Koniec! Szyper daje 3 sygnały. Komisja sędziowska zabiera się do pracy. W tym roku regulamin Memoriału jest inny. Wygrywa ten, kto złapie największą liczbę ryb wymiarowych. Przypominam, że wymiar ochronny dorsza to 38 cm. Natomiast w Mistrzostwach Koła pomiarowi podlega długość ryb, więc komisja ma co robić. Podliczamy wyniki i okazuje się, że złowiliśmy dokładnie 200 wymiarowych dorszy. Razem z Michałem i Szymkiem mierzymy wszystkie ryby. Staramy się aby robić to bardzo dokładnie, przecież każdy centymetr ryby może mieć wpływ na wyniki. Sztuki policzyliśmy szybko, natomiast aby policzyć długości ryb potrzebny jest kalkulator. Po dwóch godzinach wszystko jest gotowe. Zbyszek zgarnia również dwie nagrody za największą rybę (w Memoriale i mistrzostwach) które ufundował sponsor. Nic w tym dziwnego gdyby nie to, że to on sam ufundował te nagrody. W związku z tym postanowił przekazać je dla dwóch najstarszych zawodników konkursu - Szymona i Andrzeja. Bardzo Ci Zbyszku dziękuję za tak wspaniały gest i życzę Ci jeszcze większych dorszy w przyszłości. Największa ryba - Zbyszek - dorsz 77 cm. Wzorem poprzedniego Memoriału dekorujemy armatora maleńkim symbolicznym pucharkiem, aby przypominał wszystkim i zawsze, że jednostka brała udział w tak szczytnym celu. Dziękujemy za dobre połowy i bardzo miłą atmosferę. PS Zdjęcia na http://www.amur.kielce.pl/wyprawy/wyp4.html  /Mirek/
16) Stanisław (Włoszakowice)
22 Czerwca 2009r.
Słoneczny rejs. 21 czerwiec 2009. Do łowiska daleko- 4 godziny, ale były emocje- połowili wszyscy. Było kilka sztuk jak na filmiku . >>> ZOBACZ FILM >>> http://www.youtube.com/watch?v=N_j3-bjcYlI  Pozdrawiamy serdecznie. Grupa Marka - Polkowice /Stanisław/
15) Paweł (Kielce)
21 Kwietnia 2009r
W dniach 8-9 kwietnia 2009 r. wybraliśmy się grupą 12 osobową wraz jednostką JAMES COOK na wyprawę dwudniową na Bornholm. W pierwszy dzień połowy były bez rewelacji, kilka sztuk po 2 i jedna 5 kg. Natomiast w drugi dzień wracając trafiliśmy na klilka sztuk większych, w tym jedna sztuka około 10 kg. Brały podczas jednego napłynięcia jak szalone bo aż trzy wędki zostały połamane. Ogólnie kto chciał połapać to połapał a kto pojechał wypocząć na łonie natury też nie nażekał bo pogoda była wyśmienta, ciepło i brak jakiejkolwiek fali. Obsługa kutra wyśmienita myślę tu o kapitanie i pomocniku, natomiast kucharz należy do bardzo wymagających zdyscyplinowania ludzi, wprowadza swoje zasady pobytu na jednostce jak i w jego miejscu pracy. Posiłki przygotowywał smaczne począwszy od śniadania w pierwszy dzień a skończywszy na obiedzie w drugi. Pozdrowienia dla obsługi i udanych połowów dla wybierających się z tą jednostką. /Paweł/
14) Piotr Minich (Długopole Zdrój)
10 Marca 2009r.
10.03.2009r. o godz.14:00 na kutrze "James Cook" złapałem 12 kilogramowego łososia. Wrażenia były niesamowite. Dołączam zdjęcie >>>
13) Romek i Michał (Marcinowice)
24 Grudnia 2008r.
Witam wszystkie wilki morskie! Wędkowanie na tej jednostce to duża frajda , profesja w amatorskich połowach na Bałtyku. Należy jedynie mieć chęci oraz dobry sprzęt o resztę zadba załoga James Cook. Byliśmy 2 razy na Borncholmie ,3 razy rejsy dzienne zawsze wyniki były ciekawe a wycieczka udana. Namawiam Was do skorzystania z tej jednostki. Na koniec ponieważ dzisiaj jest wigilia Zdrowych Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz udanych połowów w 2009r. Pozdrawiamy całą załogę oraz właściciela statku. /Romek i Michał/
12) Mirek (Rędziny)
14 Grudnia 2008r.
Twardziele wiecie - pojechalismy na naszą 2 wyprawe do Kołobrzegu i łowiliśmy na statku JAMES COOK. Powiem krótko: Statek super ,szef jeszcze lepszy,szefowie kuchni extra, ryb było bardzo dużo. Inni muszą sie uczyć od szefa profesjonalizmu. Jestem pod wrażeniem. Będę tylko pływał na tym statku. Polecam i pozdrawiam /Mirek/
11) Mirek (Mikołów)
3 Października 2008r
Witam 26 wrzesień rejs typu long. Ja plus czterech nowicjuszy. Dystans do pokonania to 650km,zabiera nam to 11 godzin. Wychodzimy z portu o godzinie 00.30 mamy przed sobą parę godzin płynięcia, najważniejsze pogoda-ma być ok. stan morza 2-3 miało być gorzej ulga. KUTER-mogę potwierdzić tylko opinię poprzedników, jednak na kutrze były poduszka, kołdra nawet ubrane-duże zaskoczenie i plus. Jedzenie to trzy posiłki kawa herbata do woli. Armator szyper załoga pełen profesjonalizm miła obsługa-plus. Szyper napływał sprawnie ryby brały największy na kutrze to 8,40kg może nie olbrzym ale pozostałe dorsze glutami też nie były co często się zdarza. Co do ilości na pewno nie były małe więc wszyscy byli zadowoleni szczególnie nowicjusze, którzy pierwszy raz widzieli tyle dorszy. Bardzo dobrze biły w przywieszki więc co chwilę wyskakiwały na pokład po dwie trzy sztuki na jednej wędce. Serdeczne podziękowania dla Armatora i całej załogi za wspaniałą zabawę. Jednocześnie informuję że jestem zarejestrowany na dwóch innych forach, i nie każdy kuter otrzymał tak pozytywną ocenę. Dodam, że nie jestem wujkiem znajomym tym bardziej żoną armatora. POZDRAWIAM I ZDECYDOWANIE POLECAM TEN KUTER. Myślę że niedługo się spotkamy zaraz to sprawdzę. Wszystkim kolegom wędkarzom połamania kija. /Mirek/
10) Rysiek (Legnica)
3 Września 2008r.
Witam Wszystkich. W dniach 1-2 09 byliśmy na rybkach na Bornholmie, wrażenia nasze są bardzo pozytywne począwszy od kajuty, która była czyściutka i zadbana a na jedzonku, które nam serwował Edward nasz kucharz kończąc. Wszystko na najwyższym poziomie, obsługa miła i pomocna, 1000% profesjonalizmu. Polecam wszystkim ten kuter. Pozdrowinka dla załogi i do zobaczenia wkrótce :) /Rysiek/.
09) Piotrek (Warszawa)
25 sierpnia 2008r.
Witam, w dniach 14-15.08.2008r. mieliśmy przyjemność wędkować na tym fajnym kutrze. Jeśli chodzi o obsługę to nie spotkałem dotychczas czegoś takiego - Super. Dobrze że jeszcze jest ktoś dla kogo liczy się zadowolenie klienta. Pierwszego dnia połów nie daleko Bornholmu - kilka sztuk 7 kg i 6 kg., ale za to drugi dzień to poprostu pogrom. Wszyscy połowili nawet dzielne Panie które towarzyszyły swoim Panom. Armator bardzo sympatyczny, pomocny, stara się by wszystko było dograne w 100%. Polecam ten kuter dla wszystkich - amatorów jak również zaawansowanych wędkarzy. /Piotrek/.
08) Krzysztof (...)
4 sierpnia 2008r.
Wraz z kolegami braliśmy udział w wyprawie 29-ego lipca 2008; od samego początku byliśmy mile zaskoczeni - obsługa super , warunki na kutrze super - obszerna mesa z tv , ładnie wykończone kajuty z miejscami do spania - i pełen profesjonalizm załogi ; przy wędkowaniu dużo miejsca nie trzeba się cisnąć i połów też okazały ; na pewno nie była to ostatnia wyprawa tym pięknym kutrem , w sierpniu planujemy kolejną ; pozdrowienia dla armatora i całej załogi !! /Krzysztof/.
   
07) Paweł (Gubin)
16 lipca 2008r.
Witam. 12-13 lipiec rejs wędkarski na Bornholm. Przeżyliśmy świetną przygodę. Dorszy pod dostatkiem, obsługa znakomita. Mam nadzieje, że jeszcze nie raz będzie dane gościć mi na jachcie "James Cook". Pozdrawiam cała załogę PS. Świetna sałatka Edziu. Dzięki ! /Paweł/.
06) Jacek Behounek (Przysucha /Radom)
19 czerwca 2008r.
18/19 czerwca wyprawa grupy wędkarzy z Przysuchy. Z całą odpowiedzialnością polecamy tę jednostkę za atmosferę, profesjonalizm i miłą obsługę. Na morze wypływamy regularnie kilka razy w roku, więc nasze doświadczenie jest nie małe ale ta jednostka na pewno dostarczy miłośnikom wędkarstwa wielu pozytywnych wrażeń. W imieniu swoim oraz kolegów serdecznie dziękujemy ahoj ! PS obejrzyjcie zdjęcia: http://www.wcwi.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2837
/Jacek/.
 
05) Stanisław (Włoszakowice)
15 maja 2008r.
Tak, też byłem na rejsie z grupą "Polkowice". Bardzo przyjemny komfortowy rejs. James Cook to wyjątkowo wygodny kuter. Spaliśmy w kojach, a rano już na pierwszym napłynięciu "cała burta łowi". Doskonała obsługa. A najważniejsze, że były dorsze- wszyscy połowili. Pozdrówko i do następnego rejsu. /Stanisław/.
04) Janusz (Wałcz)
14 maja 2008r.
Odbyłem z przyjaciółmi 24 godzinny rejs "Jamesem Cookiem" w wyprawie po bałtyckie dorsze. Wędkarze, którzy już wielokrotnie pływali na innych jednostkach byli zaszokowani jakością, kulturą i podejściem załogi statku do swoich "klientów". Rejs we wszystkich elementach był wspaniały. Połowiliśmy "po pachy", posiłki były smaczne, kawa i herbata do woli i zawsze gorąca, każdy mógł odpocząć na swojej koi lub pogadać w messie / cały wystrój to drewno w pięknym odcieniu i ono "robi nastrój"/ Cały czas odczuwaliśmy, że klient=wędkarz na statku jest najważniejszy. Ogromnie dziękuję całej załodze w imieniu swoim i swoich przyjaciół, a wszystkim polecam rejs tym statkiem. Nasz nie był ostatni i to jest pewne. Pozdrawiam serdecznie. /Janusz/.
03) Janek (Polkowice)
11 maja 2008r.
Byłem na rejsie wędkarskim 10.05.08r. Było super. Załoga była bardzo wporzo. Polecam dla każdego wędkarza i nie tylko wędkarzy, bo naprawdę warto spróbować na tej jednostce! Jestem bardzo zadowolony z tego rejsu, a byłem już na wielu innych w wielu miejscach. Pozdrawiam ! /Janek/.
02) Darek Bartosik (Mirosławiec)
11 maja 2008r.
Witam wszystkich miłośników morskich przygód. W piątek 9 maja wraz z kolegami z pracy i znajomymi z Wałcza, Kalisza Pomorskiego i Czaplinka przeżyłem swoją pierwszą przygodę na Bałtyku. Neptun był dla nas bardzo łaskawy. Pogoda była wymarzona. Przez cały dzień przygrzewało majowe słońce a delikatny wiosenny wiaterek od czasu do czasu schładzał nasze gorące od emocji czoła. Wrażenia mam bardzo pozytywne. Zaskoczyły mnie komfortowe warunki, otwartość załogi, atmosfera, wspaniałe jedzenie, bajeczna pogoda i trudne do opisania emocje jakie towarzyszą wędkarstwu morskiemu. Do domu powróciliśmy uśmiechnięci i zrelaksowani, bogatsi o nowe wspomnienia. Ryba własnoręcznie złapana też zupełnie inaczej smakuje. Moja cała rodzina doceniła walory smakowe bałtyckiego dorsza. Myślami do dziś jesteśmy na Jamesie Cooku. Ręka mnie delikatnie pobolewa, ale to dobrze. Jeszcze nigdy po wyprawie nad jezioro czy rzekę nie odczuwałem bólu wywołanego wyciąganiem ryb. Pozdrawiam załogę jachtu jak i moich współtowarzyszy wyprawy. Polecam Państwu wyprawy morskie Jamesem Cookiem. Na pewno się nie zawiedziecie. Przygoda gwarantowana. Ja połknąłem bakcyla i już teraz wiem, że to na pewno nie będzie moja jedyna wyprawa. Już myślę o następnej. /Darek Bartosik/.
01) Reinhold Bieniek (Nürnberg)
4 maja 2008r.
Achoj JAMES COOK, wczoraj wróciliśmy z pełnego wrażen Rejsu. Pomimo że mam 80% kalectwa (Kregoslup i nogi) a żonka, lekarze i znajomi odradzali mi tej wyprawy wędkarskiej to zaryzykowałem i na 100% NIE ŻALUJE a i Dorszy nie mało przywiozłem. Kapitan wraz z załoga dawali nam cenne rady i służyli niezbędną pomocą za co serdecznie dziękuje i pozdrawiam. /Reinhold Bieniek czyli Johny/.

Dziękujemy wszystkim, którzy zdecydowali się na morską przygodę z nami.